28.08.2025

 


         

                    Cześć:) Witam Was serdecznie w ten ciepły, ostatni czwartek wakacji. Nie miałam ich co prawda, to był bardzo intensywny czas dla mnie zarówno w pracy jak i też w życiu. Już nieuchronnie zbliża się moment, kiedy zostanę w domu sama. Młodszy syn jest od niedzieli w Holandii, pojechał do pracy na 3 tygodnie, potem już przeprowadza się na studia, starszy od września już wyjeżdża do internatu bo zaczyna szkołę. I dla mnie znów nastał czas kiedy nie wiem co dalej, znów nowe i nieznane przede mną, a dla mnie to zawsze wiązało się i nadal wiąże z lękiem, czy będzie dobrze i czy sobie poradzę.

                      Dalej potrzeba kontroli mną kieruje, nie umiem nad tym zapanować, jedyny plus tego może to to, że mam tego świadomość:) Pisałam tutaj już chyba, że moja mama jest w DPS, zabierają jej emeryturę a resztę dopłaca MOPS, ja przez rozwód, spadek dochodów, gorszą sytuację materialną przestałam jej dopłacać, jeszcze w trakcie małżeństwa dopłacałam 300zł miesięcznie. Teraz znowu miałam wywiad alimentacyjny, przekroczyłam dochód o 10 zł i musiałam się zobligować do wpłacania jakiejś kwoty, bo najmniejsze alimenty to 600 zł- zobowiązałam się do 200 zł. Może już się domyślacie czemu o tym piszę, bardzo w ostatnim czasie ta sytuacja zatruła mi życie. Wyszło ile mam w sobie złości i żalu do mamy, były dni gdzie płakałam, że biednemu to wiatr w oczy zawsze wieje itp., że zamiast na siebie to muszę wiecznie robić na kogoś, gdzie w tym wszystkim ja i moje potrzeby. Kilka osób, nawet z AA zasugerowało rezygnację z terapii, bo jednak parę stów miesięcznie mnie to kosztuje, syn zmianę mieszkania na mniejsze i tańsze, a mnie złość ogarniała, że wszyscy mi będą życie układać, że w sumie chleb, sól i byleby na łeb nie kapało też mi wystarczy. Okropnie się czułam, do tego przemęczenie bo dużo pracy, były chwile, kiedy myślałam sobie, że jak bym się napiła to na chwilę bym zatrzymała tą gonitwę myśli i poczuła ulgę, potem przyszło otrzeźwienie, że właśnie to byłaby chwila a problemy dalej będą. Nie wiem jak będzie, wiem, że będą miesiące gdzie będę na minusie, mam oszczędności ale jak zacznę je wybierać to nie kupię nigdy nic swojego, to mnie nadal czasem przytłacza, do tego ta złość na mamę, że taka niezaradna, że nigdy o nas nie myślała, że odkąd pamiętam musiałam sobie radzić sama, finansowo, emocjonalnie itp. Terapeutka zasugerowała żebym napisała do niej list, w którym wywalę wszystko co mnie gdzieś tam męczy, nie po to, żeby jej pocisnąć, nawet jej go pewnie nie przeczytam, teraz stara, schorowana, z demencją, już nie pomoże mi to nic chyba, ale żeby to wywalić. Przez to, że już nie ukrywam tej złości przed sobą czuję się winna, bo wiem, że mama nie miała łatwego życia, zaznała biedy, nikt jej nie wspierał też, to były zupełnie inne czasy, dzieci były nieraz traktowane jak zło konieczne, wiem, że inaczej nie umiała bo nikt jej tego nie nauczył itp., więc jak mogę mieć żal i się złościć. To też przytłaczające uczucie, poczucie winy za emocje, które odczuwam bo nie powinnam, chociaż wiem, że to bez sensu bo kto decyduje o tym czy powinnam czy nie, czuję i koniec, chociaż nie chcę czuć. 

                    To też taka nowa sytuacja, którą przeżywam na trzeźwo, radzę sobie z tymi nieprzyjemnymi uczuciami jak umiem, na początku basen nie przynosił ulgi jak zawsze, nie wiedziałam jak mam rozładować to napięcie. Dawniej bym się napiła, chociaż kilka godzin bym się nie martwiła, teraz chodziłam, pływałam, dziś idę na korepetycje z matematyki a jutro mam pierwszą lekcję angielskiego z native speakerem, i wiecie, że dopiero to nowe, ta lekcja angielskiego z Hanną z Kamerunu, której się też boję, bo co ja 50 min będę robić jak mój angielski to obraz nędzy i rozpaczy, dała mi taki przypływ hmm..dobrych wibracji, jestem już bardziej pozytywnie nastawiona do życia, może dlatego, że robię to właśnie dla siebie, co od dawna w sumie tez chciałam ale szkoda mi było pieniędzy. Jutro jadę z synem na termy na cały dzień, też wydam kasy, ale wolę na siebie i na niego niż potem oddawać komuś ( czytaj mamie), bo mam oszczędności i mogę, a mam je bo właśnie wielu rzeczy sobie odmawiam, i tak w koło Macieju. 

                       Teraz jak to napisałam to do mnie dotarło, że pierwszy raz chyba w życiu, nowe napawa mnie nadzieją, perspektywa nauki angielskiego sprawiła, że mam motywację i chęć do działania mimo strachu:) I tak od wczoraj właśnie ( wczoraj umówiłam pierwszą lekcję) mój nastrój ulega poprawie, doceniam to co mam, mam więcej niż moja mama kiedykolwiek miała, i nie kasę, tylko tą samoświadomość, ciekawość życia i odwagę, której jej zabrakło, i znów ta myśl przyszła do mnie właśnie teraz w trakcie pisania. Naprawdę muszę tu wracać częściej, wylewać to wszystko co mi gdzieś w duszy gra, bo poprawia mi to samopoczucie to raz, dwa dużo nowych przemyśleń mam w trakcie. Może też faktycznie zbiorę się na odwagę i napiszę ten list do mamy, tak zwyczajnie długopisem, ja już teraz wiem, że wyleję morze łez, dlatego trochę mnie to przeraża, ale może pomoże, może poukładam sobie to wtedy i ten żal minie, chciałabym tego. Na dziś kończę, postaram się wkrótce znów odezwać, opowiem wrażenia z lekcji:), a też ja niedługo studia zaczynam...ze strachem ale i podekscytowaniem:) Trzymajcie się trzeźwo i do kolejnego spotkania:)

                                                                                           Anna

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

26.03.2025

08.07.2025

09.04.2025- Zmiana