26.03.2025

 


                 Dzień dobry:) Witam Was ciepło w ten słoneczny dzień wiosny, przynajmniej u nas jest i ciepło i niebieskie czyste niebo widać. Chciałabym zobaczyć na żywo takie jak na obrazku wyżej, taką piękną zorzę polarną,  to musi być cudny widok. Kilka dni nie pisałam i znów trochę ciekawych sytuacji się zadziało u mnie, ale po kolei. 

                    Pisałam Wam, że mam takie uczucie, bardziej jakąś nieokreśloną potrzebę zmian, że nie wiem czego ta zmiana miałaby dotyczyć, ale chciałabym się rozwijać. W poniedziałek byłam w miejscowym Urzędzie Miasta na prelekcji dotyczącej możliwości poszerzania swoich kompetencji, możliwości rozwijania swoich pasji ale też dokształcania się poprzez różnego rodzaju kursy i szkolenia. Ma to być w 90% dofinansowywane z pieniędzy unijnych, także ciekawa i niedroga inwestycja. Zdecydowałam, że na pewno chcę się uczyć języka angielskiego, brak który często odczuwam pracując na recepcji. Dużo prostych słów rozumiem, umiem coś tam z pomocą "Wujka Google" wystękać, ale nie jest to stopień nawet zadowalający. Przeglądałam dużo kursów z zakresu księgowości- jest masa, było tego tyle, że w którymś momencie to co drugi to byłby dla mnie i każdy by mi się przydał. Potem pojawiła się myśl, że zamiast miliona kursów to może zrobiłabym chociaż na początek licencjat z rachunkowości i finansów, że to bardziej praktyczne i przydatne, jednak studia a kursy to zupełnie inna liga. Jak możecie się domyślać wtedy się zaczęło:))- tak ogromna gonitwa myśli, podekscytowanie pomieszane ze strachem, z każdą chwilą coraz bardziej się nakręcałam i coraz bardziej bałam i wymyślałam sytuacje, które mogą się wydarzyć lub nie, a które sprawią, że mi się nie uda. Masakra, jakiś totalny paradoks, im więcej chęci, zapału z mojej strony, tym większy strach, że nie dam rady. 

                    Wieczorem, jak co poniedziałek, rozmawiałam z moją sponsorką, pierwsze pięćdziesiąt minut to oczywiście było moje paplanie o kursach, studiach i tym co może pójść nie tak i co wybrać, jak to ugryźć. Chyba  przeraża mnie też to, że to totalnie moja decyzja, mój i tylko mój wybór, nikt mi nie powie co mam zrobić czy co wybrać. Jeśli decyzja będzie nietrafiona to będą to tylko moje konsekwencje, moja wina i porażka. Z drugiej strony jeśli mi się uda to sukces też będzie mój:)  W każdym razie chwilę czasu na podjęcie decyzji jeszcze mam, muszę rozważyć wszystkie za i przeciw: czas, finanse, umiejętności bo jednak szkołę skończyłam o zgrozo 25 lat temu...boję się okropnie matematyki, mojej słabości nie czarujmy się. Syn mnie straszy, że ciężka, koleżanka z pracy, że to nie inżynieria i bez przesady, ale ja wiem, że braki mam duże na pewno, przez sam fakt upływu lat i zapomnienia pewnych rzeczy, to jeszcze przez to, że pod koniec średniej szkoły orłem z niej nie byłam i na maturze zdawałam historię. Jak możecie sami zauważyć dalej to mielę, bo odpłynęłam od tematu rozmowy ze sponsorką:))  Dała mi to przegadać, bo jednak to było dość mocne rozchwianie emocjonalne, mimo, że pozytywne, to dla mnie jako alkoholiczki groźne. 

                 Teraz tak sobie myślę, że czuję podobny strach jak przy podjęciu decyzji o rozwodzie i wyprowadzce, podjęciu decyzji o zamknięciu sklepu czy zaczęciu pracy w księgowości i na recepcji, czy nawet rozliczaniu restauracji, a także, albo przede wszystkim przy podjęciu decyzji o wizycie w Poradni Leczenia Uzależnień i terapii.  Każda z tych decyzji była mocno stresująca, wiadomo, że najbardziej ta pierwsza i ostatnia, każda też przyniosła dużo dobrych zmian w moim życiu, dlatego decyzję o tym, że chcę się uczyć tak naprawdę już w głowie podjęłam, nie wiem tylko jeszcze jak to powinno wyglądać. Zmieniając trochę temat, kolejne zmiany w moim życiu to odchudzanie, a raczej próba zmienienia moich nawyków żywieniowych. Odstawiłam cukier, sporadycznie na coś się skuszę ( Monte:)), staram się nie przekraczać ilości kalorii, chociaż mój brat twierdzi, że i tak jem za dużo węglowodanów- ja tak je lubię:)) a za mało błonnika itp. Póki co zjechałam 3 kg, wizualnie się nie zmieniłam jeszcze, na razie widzi to tylko moja waga. Częściej i więcej chodzę, czy to z kijkami czy bez, coraz lepiej idzie mi pływanie więc postaram się chodzić dwa razy w tygodniu nie raz. Mam nadzieję, że schudnę, a przede wszystkim, że tak już potem zostanie i tą wagę utrzymam. Nowy Rok -nowa ja mi nie wyszło, ale początek wiosny może będzie dla mnie  początkiem jakichś nowych możliwości. Pewnie łatwo nie będzie, ale ponoć to co dobre łatwo nie przychodzi a na sukces trzeba sobie zapracować. Wydaje mi się, że i tak długo te zmiany odwlekam, myślę tu o nauce, i chyba już najwyższa pora, chcę tego, ostatecznie, nawet jeśli mi nie wyjdzie to nie będę za 10 lat żałować, że nawet nie spróbowałam. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam, dzieląc się z Wami swoimi myślami i obawami, pewne rzeczy też mi się w głowie i sercu klarują, kończąc jestem dużo spokojniejsza niż jak zaczynałam pisać. Za to jestem bardzo wdzięczna, za to, że odważyłam się pisać, odważyłam się poddać czyjejś ocenie, bo mimo, że nie każdy ocenia albo nawet niewiele osób, to w mojej głowie ( to pijane myślenie) mnie ocenia na pewno każdy, do tego na pewno źle:)  Pisząc zmniejszam ten strach przed oceną, stało się dla mnie ważne, że mi to pomaga:)  Na dziś chyba tyle, odezwę się niedługo, może już jakieś plany na życie będę mieć.  Miłego dzionka i trzymajcie się trzeźwo:))

                                                                                                       Anna

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

08.07.2025

09.04.2025- Zmiana