07.08.2025
Dzień dobry:) Nie mogę znaleźć czasu jakoś, sierpień to w ogóle tak z kalendarzem w ręce spędzam, zwłaszcza jeśli mam się z kimś umówić lub coś zorganizować. Ostatni czas też taki dziwny, w sensie z jednej strony "nudny", tak jest "byle jak" jak odpowiadam komuś na pytanie: Jak tam? Wynika to chyba z tego, że nie przywykłam do tzw. normalnego życia, gdzie nie ma dolin i górek. Doliny to te moje zjazdy emocjonalne, żal, pustka, samotność, a górki to znów radość, ekscytacja, szczęście, wszystko to jeszcze lubiłam podkręcać jak piłam. Teraz można powiedzieć, że jestem "stabilna emocjonalnie", a to jest dla mnie, najzwyczajniej w świecie, nudne.
Pewnie też dlatego ostatni czas, kiedy pewne rzeczy nie szły zgodnie z tym jak sobie zaplanowałam, narastała we mnie coraz większa, nieokreślona złość. A to ktoś się umówił, że przyjedzie po półki, które wystawiłam na sprzedaż a nie przyjechał, a ja sobie bałagan zrobiłam szykując je, to już syn z dziewczyną ma mieszkanie na studia od sierpnia, już trzeba za nie płacić a nie tak jak myślałam, że od października, i tak każda kolejna sytuacja sprawiała, że ja coraz bardziej nakręcona i zdenerwowana się robiłam. Pomimo tego, że w lipcu była u mnie koleżanka i miałam kilka dni totalnie wolne od pracy, czas spędziłyśmy naprawdę super, wydawało by się, że powinnam być zrelaksowana, wypoczęta i właśnie cierpliwie i z dystansem podchodzić do wszystkiego, a jednak nie. Nie pomógł mi też niechciany przeze mnie kontakt z byłym mężem, który przez dwa czy trzy weekendy dzwonił albo pisał pijany, też się nakręcałam, swoją złość na niego i jego mamę, mimo, że wiem, że nie mam wpływu na to co robią, mówią czy myślą. Nawet terapeutka zasugerowała żebym się baczniej sobie przyglądała, bo to podkręcanie się jest niebezpieczne, takie wynikające z nałogowego regulowania emocji. Tak jakby mi brakowało czegoś, a wiadomo w sumie czego, alkoholu. On mi bardzo szybko pomagał uregulować emocje, z tym, że na bardzo krótko a potem zostawiał w gorszym stanie niż byłam.
Miałam jechać na urlop do Włoch do koleżanki, jednak musiałam z tego zrezygnować bo nie ogarnę tego wszystkiego finansowo. To też trochę mnie "przybiło", postanowiłam, że może zrobię sobie jakiś nawet weekendowy wypad, żeby poczuć się choć trochę jak na wakacjach. W sierpniu mam wyjątkowo dużo pracy, nie narzekam, bo szykuje mi się dużo wydatków, więc każda złotówka cenna, ale wiem, że powinnam też dbać o odpoczynek bo zmęczenie źle na mnie działa, depresyjnie. Dlatego też wczoraj przerwałam pracę przy laptopie i poszłam wieczorem na basen, jest to nadal jedno z tych hobby, które mnie resetuje, tam jestem w "tu i teraz" a nie na studiach, u byłego albo gdzieś tam nie wiadomo gdzie. Pływam już trochę lepiej niż na początku, nawet moi synowie mnie pochwalili, ale też mam swojego trenera personalnego w postaci jednego z ratowników:) i to w dużej mierze jego zasługa, dużo rzeczy mi pokazuje, a ja korzystam. Jestem też z siebie dumna bo schudłam 15 kg, teraz już dużo wolniej mi ta waga spada niż na początku, ale jednak spada, i to motywuje do dalszego dbania o siebie.
Tak sobie ostatnio myślę, że bardzo we mnie jeszcze pracuje ta potrzeba kontroli, nie umiem odpuścić, zaufać, że jest ktoś czy coś większe ode mnie, że nic nie dzieje się bez przyczyny a wręcz wszystko dzieje się po coś. Właśnie to martwienie się na zapas, liczenie pieniędzy których jeszcze nie zarobiłam a w głowie już je wydałam albo odłożyłam, martwienie się gdzie będę mieszkać, czy dam radę finansowo, jak to będzie jak będę sama, jak chłopaki będą na studiach, jak mi pójdzie na studiach, itp. itd. Cała masa różnych myśli, nad którymi często nie umiem zapanować, wkurza mnie to, bo wiem, że to mnie bardzo blokuje, a nie umiem gdzieś tego przełamać. To zdjęcie dzisiejsze, tak jak ten ptak chciałabym się uwolnić od tej potrzeby kontroli, to taki mój niewidzialny łańcuch, chciałabym go zerwać i móc pofrunąć wolna:)) Zebrało mi się na metafory, ale tak to czuję, mam wrażenie, że jak to puszczę to będzie mi łatwiej żyć, widzę jak to działa u innych alkoholików, wiara, że jest coś więcej, odpuszczenie, daje im wolność. A dla mnie to taka słabość jeszcze, na razie staram się zaakceptować, że tak mam i pomału to rozpracowywać. Powinnam tez wrócić do pisania wdzięczności, bo znów łatwiej mi wymienić rzeczy, których nie mam i których mi brakuje niż docenić ile mam, ile już osiągnęłam w swoim życiu, zwłaszcza odkąd nie piję. We wrześniu chyba podejmę się prowadzenia mitingów, bardzo mnie to przeraża i wolałabym nie, i właśnie dlatego wiem, że powinnam, sytuacje, których się boję sprawiają, że najbardziej się rozwijam.
Na dziś chyba tyle, postaram się pisać częściej co u mnie, teraz słabiej z tym, bo też chyba wyszłam z założenia, że u mnie nudy to czym tu się dzielić, jak ani dobrze ani źle. Kogo to zainteresuje, że pracuję, jem, śpię i tak codziennie:)) Trzymajcie się trzeźwo i do zaś:))
Anna
Komentarze
Prześlij komentarz